ALBAŃSKA TAJLANDIA czyli SPŁYW RZEKĄ SHALA (Jezioro Koman)

Były już norweskie fiordy, a dzisiaj będzie Tajlandia.  Albańską Tajlandią nazywa się bowiem kanion rzeki Shala, na północy kraju.

Shala to niedługa (35 km) rzeka na północy Albanii, dopływ Drinu.  Półtorej godziny samochodem od miasta Shkodry. Nazywana albańską Tajlandią z powodu gęsto porośniętych zielenią wzgórz, wpadających do rzeki niemal pionowo i wysokich tak, że wydaje się jakby dotykały nieba.



Z samej Shkodry (nazwę tego miasta możecie znaleźć również w wersji angielskiej Scutari) to około godziny i 40 minut drogi. Drogi krętej, starej i dziurawej. Jednak piękno tych miejsc wynagradza trudy tej drogi.  Tutaj cała trasa z centrum miasta do samej tamy wodnej, gdzie odpływają promy i mniejsze łodzie KLIK. 

Właśnie, są dwie możliwości spływu rzeką. Pierwsza to mały prom, Prom Berisha. Ma on swoją stronę po angielsku na FB jak również www.  Jest to tania opcja spływu: 5 euro za osobę, rower 10 euro, motor 20 euro i samochód 5 euro za m2. Na stronie jest wyjaśnione jak mierzyć samochód. Są to ceny w jedną stronę. Możecie płynąć promem zabierając ze sobą na pokład samochód. Prom płynie aż do Jeziora Fierza. Cały rejs w jedną stronę trwa 2 i pół godziny.  Możecie również zaparkować samochód przy tamie wodnej, jednak ilość miejsc jest tam bardzo ograniczona (około 15 samochodów) i wykupić spływ w obie strony. Jak dojechalismy do tamy, akurat odpływał prom. Nie wiem, ponieważ nim nie płynęłam, ale dał mi odczucie ścisku i braku komfortu. Zobaczcie zresztą sami.

Druga opcja to ta, która wybraliśmy my. Trochę przez łut szczęścia. Przy tamie zobaczycie również zacumowane wąskie, długie łodzie, większość w kolorze błękitu. Mniej więcej na 15-20 osób. Tutaj ceny są już wyższe, zależą one również od ilości pasażerów. My znaleźliśmy osobę, która za 50 euro, zorganizowała nam wspaniały dzień.  W tej cenie (50 euro za nas trzech) był spływ łodzią tam i spowrotem, półtorej godziny w jedną stronę. Oraz obiad w nieziemskim miejscu, o którym już Wam opowiadam.

Płynęliśmy półtorej godziny, aż do miejsca gdzie płycizna nie pozwalała już kontynuować spływu. Do miejsca jak w bajce, o którym wiedzą nieliczni. Mały lokal nad brzegiem rzeki, 3 pokoje do wynajęcia rodem jak w górskim schronisku i….. domek na drzewie, w którym można również wynająć pokój (jedyny).  Poza tym tylko natura, cisza i spokój. Wysokie góry. Telefon prawie nie bodbiera sygnału, nie ma ciepłej wody, a prąd jest tylko z agregata.

To miejsce nazywa się Blini Park, odkryłam potem, że ma swoją stronę na FB i można sobie tam zarezerwować nocleg na bookingu o tutaj klik.  Co nie zmienia faktu, że wiedzą o nim nieliczni (teraz już nie 😛 )

Gdyby nie fakt, że mam dziecko niejadka to z pewnością wybrałabym się tam na weekend w lato! Trochę spartańskie warunki, ale warto! Coś pięknego!

Ps. Może będzie Was zastanawiać, dlaczego w tytule umieściłam również Jezioro Koman? A no dlatego, że zarówno spływ Jeziorem Koman, Rzeką Shala i Rzeką Drini to ta sama identyczna atrakcja. Jezioro i dwie rzeki łączą się w całość, przeplatając się między sobą. Nawet mieszkańcy nie potrafią powiedzieć dokładnie, kiedy kończy się jedno a zaczyna drugie. Różnica jest w środku transportu.

Teraz czas na zdjęcia…..

Podobało się? 🙂

© 2018, Albania Po Polsku. Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie jakichkolwiek treści bez zgody autora zabronione.

Polub i podziel się